Celebrity

foto z: http://www.bazaarvelvet.com/blog/the-history-of-the-red-carpet/
foto z: http://www.bazaarvelvet.com/blog/the-history-of-the-red-carpet/

Wie pan, panie doktorze, wtedy ten miły gość przysiadł się do mnie, tak sobie gadamy, pijemy, w końcu zeszło na życie i on pyta, o czym marzę, bo on może pomóc i tak dalej. Ale jak pomóc, pytam, bo mnie zaintrygował, a on, że normalnie, dysponuje pewnymi możliwościami, tylko żebym powiedział, czego bym chciał. Więc ja się tak rozejrzałem i, tak dla draki, mówię, a że tego rzęcha, którego zaparkowałem tu pod oknem, bo tam dalej, gdzie zwykle z zawstydzenia stawałem, nie było już miejsca, to tego rzęcha wymieniłbym na coś lepszego, np. na tego, co ten znaczek z przodu ma taki fikuśny. A on na to, pan doktor sobie wyobrazi, mówi: ok, zobaczysz, wkrótce będziesz miał. No to wtedy trochę zdębiałem i pytam, czy może coś muszę podpisać, no bo jak tak, za darmo? I tak wie pan, patrzę mu na czoło, czy aby czasem coś nie wystaje, ale nie, łysinka u niego podobna do mojej, widzę, że gładko. A on wtedy tak spojrzał mi w oczy i mówi: „Wiesz Rysiu (bo już wtedy po imieniu byliśmy), wiesz Rysiu, od ciebie to ja nie potrzebuję żadnego kwita, poradzę sobie”. Tak powiedział. I wie pan, że za pół roku miałem takiego! Nie, nie, panie doktorze, nie ma co gratulować, co to za badziewie było, ile ja kasy w niego włożyłem, szkoda gadać! No ale wtedy to się cieszyłem. I tak się nachyliłem do niego i takim ściszonym głosem mówię, bo pan doktor wie, to takie trochę wstydliwe, że ja to do kobitek zawsze taką nieśmiałość posiadałem i że, mówię – widzisz Lucek, nawet do knajpy nie mam z kim pójść. A on wtedy sięgnął po te kupkę pisemek o kolorowym świecie znanych i lubianych i mówi to wybierz sobie którąś. Mało się piwkiem nie zakrztusiłem, jak to, pytam, mam wybrać? I wtedy na jednej z okładek zobaczyłem ją, pan doktor pewno będzie kojarzyć, bo to z filmu o doktorach było, a ona tam tak fajnie zagrała, taka piękna, dobra. I tak się w te okładkę zapatrzyłem tylko, a on mówi: ok. I wie pan, co? Spotkaliśmy się w warsztacie, gdzie mi tego badziewiaka robili. Potem to już bardzo szybko poszło. Myk, myk i po ślubie. Tak, a teraz… a, czytał pan. No właśnie, tak, to ze mną. Jutro miała być rozprawa, suka jedna, ale w tym stanie, to nie dam rady.

No ale to nie koniec, bo potem mówię, z tej pensyjki to ja tego wszystkiego nie pociągnę, jakiś awansik by się przydał, jakiś prezesik czy co. Tylko ręką machnął, że dla niego to bułka z masłem. I co? No i tak mnie potem te skurczybyki z nadzorczej przeczołgali, że niby jakieś defraudacje, że niby działania na niekorzyść spółki, że do sądu, że odszkodowanie, że ekspresowo mnie tu do pana przywieźli. Mówię panu, co to za ból, myślałem, że mi klatę rozerwie…

A pan doktor będzie łaskaw podać mi moją komórkę, wyślę mu esemesa, żebyśmy się spotkali, bo chciałem umowę aneksować. Na co? Na święty spokój chyba, bo panie doktorze, z marzeniami to trzeba ostrożnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *