Dobry biznes

Rzeźba - Aleksander Grono
Rzeźba – AG

Wszystko, co wysyłamy, otrzymujemy z powrotem – powiadali – każde dobro, które uczynimy, powraca do nas zwielokrotnione – przekonywali, więc pomyślał, że może to niezły pomysł i powysyłał w świat tyle dobra, ile tylko się odważył, inwestując w to przedsięwzięcie bezpieczną część swoich zasobów, eksperymentalnie zawiesiwszy inne formy pozyskiwania i teraz czekał na obiecany przypływ już od kilku godzin niecierpliwie wiercąc się w fotelu, z kalkulatorem w dłoni, zastanawiając się, jak by tu wyliczyć stopę zwrotu tego, co nadejdzie, a co jednak – o czym nie wiedział – miało nie nadejść, bo towar, który powysyłał nieświadomie bez istotnego załącznika okazał się być wybrakowanym i jako taki nie mógł wrócić pomnożony.

Gdy nic nie przyszło, przygotował wtedy następne paczki, które wysyłał błogosławiąc znakiem krzyża uczynionym dłonią, która kurczowo trzymała kalkulator, bo pokusa była ogromna, bo Prorocy, którzy mu ów sposób objawili przecież gołosłowni nie byli i twarde dowody na poparcie swojej tezy przedstawili, więc wysyłał paczka za paczką, aż całkowicie zatracił się w tej dystrybucji, próżno wyglądając najmniejszego przypływu, który jednakowoż z racji wybrakowania przybyć nie mógł, i ocknął się dopiero, jak nie miał już nic, i nawet ten kawał łachmana, który miał skrywać jego wstyd, był tak postrzępiony, że ledwo spełniał swoją rolę.

Usłyszał tylko to, co chciał usłyszeć, więc niesłusznie przeklinał Proroków za fałszywą nowinę i z zazdrością spoglądał na drobny kapitalik Dziewczynki z Zapałkami, która teraz siedziała nieopodal, pod mostem, pod który właśnie trafił, gdzie pozostała część gromady podobnych mu Nic-nie-mających powitała go z otwartymi ramionami, a których polubił na tyle szczerze, że z chęcią podzielił się ostatnim na siłę wyssanym z peta sztachem nawet nie zauważając, że od tej pory fajek miał dostatek.

Potem oderwał spory kawał znalezionej w okolicy niedojedzonej buły fastfoodowej, jeszcze apetycznie ociekającej czosnkowym sosem i uraczył tą ambrozją swych podmostowych kompanów nie zauważywszy, że od tej pory nie chodził już głodny, a potem jeszcze oddał Stefanowi Jednozębnemu prawie nową parę dżins pozyskanych w drodze usilnych przeglądów okolicznych zbiorników na odpady oraz dokonał wielu podobnych gestów bez świadomości skutków przez nie wywoływanych, aż pewnego dnia ocknął się w fotelu swojego domu powróciwszy z dalekiej podróży, po czym w wyniku dokonanej refleksji odgadł brakujący załącznik.

Wypieprzył kalkulator przez okno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *