Exodus

 

foto Basia Magda Grono
foto Basia Magda Grono

 

Wypatrzyłem ją, jak siedziała w siódmym rzędzie, trzecie miejsce od lewej. Oczko!- pomyślałem, zanim wybrałem numer.

– Multe Communication, w czym mogę pomóc? – zapytała uprzejmie.

– Chciałbym rozwiązać umowę.

Zauważyłem, jak skuliła się w sobie. Nie lubili takich telefonów. Na chwilę przymknęła oczy, jakby przez głowę przeleciała jej myśl „Boże, dlaczego na mnie trafiło?”

– Rozumiem. Dziękuję za kontakt, właśnie przygotowaliśmy dla pana bardzo atrakcyjną ofertę – odpowiedziała jak automat.

– Chciałbym rozwiązać umowę.

– Oczywiście – odpowiedziała machina. Wiedziałem, jak to jest: musi zrobić wszystko, by utrzymać klienta, użyć całego swojego sprytu, wdzięku i determinacji. Za to jej płacą. Przejechała dłonią po czole, by otrzeć kilka kropel potu –  Więc jak mówiłam, mamy dla pana bardzo ciekawą ofertę…

– Chciałbym rozwiązać umowę.

– Jak najbardziej. Lecz, jeśli pan pozwoli: przygotowaliśmy dla pana bardzo atrakcyjną ofertę – nie potrafiła już ukryć drżenia głosu. Już wiedziała, że się nie uda, że czeka ją spadek wskaźników i nieprzyjemna rozmowa za półmatowymi drzwiami.

– Chciałbym rozwiązać umowę…

– Oczywiście. Mamy dla pana bardzo ciekawą ofertę, ciekawą ofertę, unikat na rynku, atrakcyjne warunki, żyć nie umierać… – zaczęła powtarzać w kółko, jakby doprowadzona do skrajności wykonywała bezmyślnie rozkaz „ani kroku w tył”, udając, że nie słyszy, tego, co mówię.

– Chciałbym rozwiązać umowę, chciałbym rozwiązać umowę, chciałbym rozwiązać umowę… – wtórowałem jej swoją katarynką  – A jak się pani dziś miewa?

Machina zawiesiła się…

– A co się pani dziś śniło? O czym pani marzy?

Przyjechali do miasteczka kilka miesięcy temu. Zaprosili ją do szklano – aluminiowego pałacu, gdzie grzecznie wysłuchali, po czym łaskawie pokiwali głową wysuwając sygnet do pocałowania. Minęła tłum o zawistnych spojrzeniach i pełna wdzięczności zajęła dedykowaną specjalnie dla niej przestrzeń, „siódmy rząd, trzecie miejsce… dwadzieścia jeden, oczko!”, z trudem skrywając zakłopotanie, że aż prawie dwa metry należy do niej, dając facetom z oślinionymi sygnetami poczucie społecznie odpowiedzialnego zadowolenia. Zazdrosny tłum groźnie szumiał za półmatowym przepierzeniem, więc z entuzjazmem wykuła na pamięć zalecane regułki i energicznie co rano  wklepywała przydzielone hasło.  A jeśli płakała, to tak cichutko i tylko czasem, kurcząc się na glazurowej posadzce schowana za pleksi drzwiami wśród szumu rzędu klozetów, zupełnie nie rozumiejąc, skąd ta pustka w sercu.

– Więc jak się pani dziś miewa?

Nie odpowiadała. Pochyliła głowę, rękami zakryła oczy i od czasu do czasu zatrząsała się drobną konwulsją. Nie zdążyła uciec, rozpłakała się tu, na miejscu, złamała reguły.

To był nasz stary trick – najpierw dorowadzić do stresu, a potem uderzyć w tęskną nutę, w coś, czego im brakuje. Taka prowokacja. To zawsze działa u takich, jak ona.

– Posłuchaj – powiedziałem – popatrz na te półmatowe drzwi, te w prawym rogu. Za chwilę się otworzą i stanie w nich wiesz kto, prawda? Wiesz, że on widzi wszystko, co się dzieje na sali. – pokiwała potakująco skuloną głową jednocześnie otwierając szerzej oczy z przerażenia – Wiesz, co to oznacza, prawda?

Rzeczywiście, za chwilę półmatowe drzwi otworzyły się i stanął w nich Operation kurwa jego mać Manager. Przez moment rozglądał się po sali i widziała, jak odszukał ją wzrokiem.

– Nienawidzę cię, gnoju! – wycedziła mi w słuchawkę zerkając na niego z ukosa. Zdecydowanym krokiem zmierzał w jej kierunku, nie spuszczając z niej gromiącego spojrzenia. Jeszcze kilka chwil a znajdzie się przy niej, nakaże wylogować się z systemu i definitywnie opuścić stanowisko. I wyrazi  przy okazji głębokie rozczarowanie jej brakiem profesjonalizmu.

– Za to ja ciebie kocham. – powiedziałem spokojnym tonem.  To trwało ułamek sekundy, ale słychać było, że na moment ją zatkało.

– Kim ty właściwie jesteś, co? – spytała pośpiesznie, bo tylko trzy i pół kroku dzieliły ich od siebie.

– Kimś – przecież nie powiem jej prawdy, bo pomyśli, że zwariowała – uciekaj stąd dziewczyno!

Spojrzała w górę, jakby coś wyczuwała, ignorując  jego czerwieniejącą naprzeciw ze złości twarz .

– Ale co teraz będzie?

– Dobrze będzie, zobaczysz. – zdążyłem odpowiedzieć, nim środkowym palcem rozłączył rozmowę.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *