Żółte drzwi

żółte drzwi

– Czy Oskarżony…

Oskarżony lubił widok ze swojego okna na podwórze. W ciągu kilkudziesięciu lat niewiele się tu zmieniło, choć zapomniany tynk pokrył się brudem, a z podwórkowych, futbolowych bramek zostały tylko sterczące kikuty. Oskarżony lubił wracać wspomnieniami do czasów, kiedy dni lekko płynęły między tymi bramkami a wieczory pachniały matczyną kolacją. A gdy wracał na te kolacje, to śpiewał na cały głos, na całe podwórze, nie zwracając uwagi na to, że w świecie, w którym przyszło mu żyć, może to wyglądać dziwnie.

– Co oskarżony robił feralnego dnia?

Oskarżony jest kibicem sportowym. Oskarżony lubił patrzeć na mistrzostwa świata pod swoim oknem, choć to już nie te same bramki, tylko sterczące kikuty. Coś zatrzymywało go na długie chwile za firanką, więc stał tam nieświadomy, że w tym spoconym, zabieganym tumanie szukał kogoś, kogo zgubił wiele lat temu za pewnymi żółtymi drzwiami. I tego dnia się zdawało, że w końcu znalazł go, ten utracony kawałek siebie, więc garścią słodyczy zaprosił do domu, zamykając za sobą swoje zaniedbane drzwi, z których farba schodziła płatami.

– Jak Oskarżony wytłumaczy, że…

Oskarżony miał też widok tamto okno, w kamienicy naprzeciwko, na trzecim piętrze, gdzie kiedyś, wiele lat temu, mieszkał pan Waldemar. Pan Waldemar był delikatnym i miłym człowiekiem, chociaż wtedy po świecie chodzili sami delikatni i mili ludzie. Oskarżony pamięta, jak będąc chłopcem kiedyś przechodził koło jego drzwi, pokrytych złuszczoną, żółtą farbą, i ujrzał w progu pana Waldemara, który garścią ulubionych cukierków zaprosił go do środka. Wszedł i za plecami usłyszał stuk trzaśniętych drzwi, który odciął nikłe światło idące z korytarza i pogłębił mrok zasłoniętych okien. I wtedy mały Oskarżony poczuł dreszcz i strach, i brudny dotyk pana Waldemara.

– Czy Oskarżony przyznaje się do winy?

Winny Wysoki Sądzie. Od momentu, gdy opuścił mieszkanie za żółtymi drzwiami. Od momentu, gdy pan Waldemar nie był już taki delikatny i miły, gdy surowym gestem nakazał „nikomu ani słowa”. Gdy coś wtedy zgubił, za czym miał do końca tęsknić. Już wtedy Oskarżony uświadamiał sobie w wyniku jakiejś pokręconej logiki, że wszystko, co się wydarzyło za tymi drzwiami, stało się wyłącznie za jego sprawą. To wtedy jakby dusza przestała śpiewać i zaczął chyłkiem, na palcach przebiegać przez podwórze, jakby każdy wiedział, co się stało.

– Proszę wstać, Sąd odczyta wyrok.

Możecie go skazać, ale Oskarżony osądził się już sam. Siedział na wielkiej drewnianej ławie między dwoma mundurowymi i czekał na stuknięcie sędziowskiego młotka, który miał zabrzmieć prawie tak samo, jak trzask zamykanych, żółtych drzwi. Podniósł swój wzrok ponad głowę sędziego, gdzie zamiast orła w koronie ujrzał patrzący na niego w skupieniu los małego Waldka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *